mój rynek

mój rynek

Menu

Get your dropdown menu: profilki

piątek, 10 października 2014

Sprzeczne teorie

Kodowanie pozytywnych wzorców do podświadomości z pewnością trwa czasami dłuższy czas; w tym okresie konieczne jest metoda, aby nie zwątpić, nie zniechęcić się i nie zobojętnieć na mimo wszystko ezoterycznie brzmiącą „podświadomość”. Najbardziej praktyczną metodą, podawaną przez niektórych autorów, jest metoda małych kroczków: zauważamy pierwsze małe sukcesy i to zwiększa coś, co nazywam „śnieżną kula sukcesu”.
Już samą metodę małych kroczków można traktować jako element złożonego systemu, ale także jako system sam w sobie. Musi on przezwyciężyć: negatywne sugestie otoczenia, brak entuzjazmu, sceptyczne opinie w społeczeństwie. Ilu ludzi naprawdę wierzy, że praca z podświadomością to klucz do sukcesu, że podświadomość to kanał nieskończonej inteligencji, Boskości w nas samych.



Źródło: http://pixabay.com/en/nerves-cells-dendrites-sepia-346928/

W tym momencie pomijam dywagacje: czy na przykład medytacje proponowane przez Josepha Murphy’ego są bardzo skuteczne, czy też stanowią zaledwie początek, coś w rodzaju komputera z lat 80 – tych w porównaniu do dzisiejszych o wiele doskonalszych procesorów. Istotny jest fakt doniosłości nauki o podświadomości, która stanowi wielki element w układance; oczywiście techniki pracy z podświadomością także mogą stanowić element.
Naiwnością byłoby sądzić, iż wszystko można sprowadzić do pracy z podświadomością; zarówno dlatego, iż nawet najbardziej pozytywne wzorce podświadomości nie stworzą idealnego życia same z siebie, jak i dlatego, iż codzienność jest skomplikowana, przynajmniej do takiego stopnia, że wymaga obalenia przeróżnych przeszkód, choćby tych, które podsuwa każdy dzień: jesteśmy poddani takiej masie interakcji, że ciężko zachować jasność umysłu – to znaczy być stuprocentowo przekonany co do słuszności drogi, stuprocentowo czyli nie rozpraszając się. Łatwo nawet wpaść na bardzo niepokojący wniosek: im ktoś bardziej inteligentny tym ma większe wątpliwości (ponieważ bierze pod uwagę więcej elementów) i potrzebuje bardziej skomplikowanego systemu. A stawka jest duża.
Powstaje kolejne pytanie: dlaczego to ma w ogóle działać. Dlaczego cokolwiek w życiu człowieka ma „działać”?
Istnieje wiele przypadków, gdy mamy dwie powszechnie uznane za prawdziwe zasady, a jednak będące ze sobą w sprzeczności, na przykład najprostszy: „początkujący ma zawsze szczęście” (szczęście początkującego) i „żółtodziób musi zapłacić frycowe”.
Które z nich jest prawdziwe, albo które z nich jest bardziej prawdziwe? Dla mnie jest ważne, które z nich mogę użyć, jako element usprawniający mój system. Terminu „nauka” nie używam w znaczeniu zbioru faktów i danych; nie jest to traktat filozoficzny. Praca ma badać wykorzystanie, uaktywnienie siły twórczej, a nie jej opis, czyli mechaniczny opis świata lub mechaniczne przejście od magii (mitologii) do nauki.
Sednem jest szczególne sprzężenie elementów, a nie tylko istota pojęć składających się na element. Poza tym istoty niektórych elementów nie da się wyodrębnić do postaci czystej, na przykład „radości”. Nie istnieje coś takiego, jak radość doskonała, w każdym razie ja nie wiem jak miałaby wyglądać. Ważniejszy jest jej związek z innym elementem. Na przykład: radość i brak wątpliwości (pewność siebie, pewność czegoś): radość ß-à pewność czegoś.



Źródło: http://hr.wikiquote.org/wiki/Platon

Istotą świata poznawalnego zmysłami jest prawdopodobieństwo.
Wszystko jest ideą, ale za ideami „staje się” świat prawdopodobieństw. Celem jest maksymalnego zwiększenie prawdopodobieństwa dojścia do CELU (naszego). Idee, jak twierdził Platon „istnieją”, rzeczy „stają się”.
         System ma mnie zaprowadzić do „rzeczy” ale jest tworzony w oparciu o idee. Prawdziwą ideę nazywam zasadą. System zasad tworzony jest przez sztukę. Sztuka oparta jest na naukowym poznaniu twórczej siły – ale zaczynamy od sztuki. W przypadku gotowego systemu idei (zasad) kluczową sprawą jest oczywiście praktyczna technika, metoda. Nauka dotyczy spraw empirycznych.
Tak więc: czy jest możliwe zwiększenie prawdopodobieństwa do P=1?
Nie wiem. W każdym razie dlatego zaczynam od podświadomości.

Podobna do pytania: „Która z zasad jest bardziej prawdziwa?”, jest dyskusja nad celami innych ludzi, ich negatywnymi sugestiami, blokadami jakie tworzą dla naszych celów. Poza argumentami jakie podałem wcześniej, analizuję kwestię człowieka w społeczeństwie jako jednego organizmu, albo jako jeden z aspektów życia, który Ken Wilber nazwał dolnymi ćwiartkami holonu: owym holonem jestem ja; są nim także moje cele. Skoro moje intencje są słuszne i jestem przekonany, że mój cel jest wielki i szczytny mam prawo oczekiwać, ze natrafię na właściwych ludzi, którzy przetną linie wahadła ustawionego przez moje działania i myśli, mój los.
Potem przechodzę już do czystej praktyki: jak to zrobić, aby całość funkcjonowała, plus oczywiście zdroworozsądkowy egoizm i upartość w dążeniu do celu, które jednak także muszą być rozpisane i sprzężone z resztą – zarówno dla zgodności systemu, jak i spokoju ducha.
Oczywiście sformułowań typu „mam prawo” używam nie uzurpując sobie jakiegoś prawa (boskiego), a jedynie domniemywam, że moje wnioski upoważniają mnie do pewności siebie, przy całym szacunku dla religii i duchowości.

Kodowanie podświadomości przestało być tajemnicą już w roku 1962, kiedy Joseph Murphy napisał: „Potęgę podświadomości”, jak mniemam pozycję najbardziej wpływową w tym temacie.
Tutaj jedynie nadmienię o tym fakcie, bez rozwijania, a to dlatego, ażeby zaznaczyć: taka wiedza już wtedy była do użytku publicznego. Pierwsza książka Murphy’ego unikała nawiązań do duchowości, nie wspominając już o religii; autor wprost stwierdza, że wszelkie przejawy zaskakującej odmiany losu w gruncie rzeczy sprowadzają się do „przekonania” podświadomości. W późniejszych latach Murphy napisał książki w znacznie bardziej bezpośredni sposób odwołujące się do Boga, jak na przykład: „Potęga nieskończonego bogactwa”. Warto jednak zauważyć, iż zaczął od pozycji mniej „religijnej”, i jakkolwiek bardzo jego osiągnięcia byłyby umniejszane przez dzisiejszych guru, zauważył: że to działa. To co wyobrazimy sobie i afirmujemy ma działać!
Nie chcę powtarzać teraz jego wniosków, jeżeli mają być wykorzystane, to jako elementy systemu. Ważne jest stwierdzenie: że podświadomość uaktywnia procesy w życiu człowieka.
Jednym z największych problemów związanych z pracą z podświadomością jest tak zwane: myślenie zadaniowe. Jeżeli potraktujemy kwestię podświadomości w kategoriach: trzeba zrobić to i jeszcze to, to z pewnością opóźnimy efekt, a może nawet go zniweczymy; chodzi tu raczej o transformację emocji (zbudowanie nowych ścieżek neuronowych) – ale to także można stworzyć za pomocą sprzężeń odpowiednio zgromadzonych elementów. Pewnych rzeczy uczymy się w dłuższym czasie, ale nagromadzana wiedza może przyśpieszyć jedynie osiąganie celu, system „ma działać” bez niej.

 Czym jest podświadomość? Definicji istnieje wiele. Dla mnie jest ważna ta, która mi najwięcej daje, przy optymalnym zbadaniu, iż jest prawdziwa. Podobnie jest z wiarygodnością pojęcia „podświadomość” – jakimi autorytetami możemy jeszcze je poprzeć; pojawiają się dwa aspekty: im większy autorytet, tym pewniejszy fundament elementów opartych na tym pojęciu, i pytanie: „Na ile prawdziwość tego pojęcia objawiła się już w moim życiu?”. To pytanie z kolei pociąga następne: „Czy mogę samemu stworzyć przykład działania podświadomości?” i „Jak bardzo mogę wykorzystać to wydarzenie, aby zwiększyć swoją pewność siebie (poprawić nastrój)?".

Tego typu rozważania mogą przypominać buddyjską sieć diamentów o niezliczonych fasetach, gdzie każdy w każdym odbija się po tysiąckroć, lub po prostu „masło maślane”; jedynie nakreślam założenia i paradygmat systemu.


Źródło: http://en.wikipedia.org/wiki/Paradox_of_value

Można także skorzystać z fascynującego doświadczenia. Jeżeli w przeszłości zdarzyło się coś niezwykłego, coś co z pewnością „inni” zlekceważyliby, może nawet uznali za kłamstwo, niedorzeczność, szaleństwo, ale my wiemy, bo doświadczyliśmy tego głęboko, iż pewne mechanizmy zadziałały na naszą korzyść – to możemy założyć, że poznaliśmy wiedzę, w języku potocznym „metodę na osiągnięcie czegoś”, z której możemy stworzyć swoją własną zasadę, a potem „podsystem” do innego, o szerszym zastosowaniu. Oczywiście tworząc tą zasadę należy raczej okroić jej zastosowanie i elementy składowe, aby uchwycić istotę i nie doprowadzić do przerostu formy nad treścią.

poniedziałek, 22 września 2014

Osiąganie celu


             „Ludzie zawsze przybywają punktualnie tam, gdzie są oczekiwani”.

         Po co w ogóle podejmować cel i realizować go. Albo inaczej: po co aktywnie tworzyć, planować, chcieć realizacji marzeń, wyciągać wnioski?

         Można by odpowiedzieć prosto z mostu: bo inaczej nadal tkwilibyśmy w epoce kamienia łupanego.

         Powyższy cytat posiada pewną niebezpieczną sugestię. Skoro jesteśmy gdzieś i kiedyś oczekiwani, to znaczy, że mamy pewną „metę”. Idąc dalej tym tropem: owa meta, a cytat brzmi dostatecznie wzniośle, żeby założyć, że w grę wchodzą siły wyższe, implikuje, iż nasz cel został już określony – co prawdopodobnie jest prawdą, przynajmniej jeśli chodzi o pewne punkty kluczowe w życiu, przez które musimy przejść – a skoro tak, to po co tworzyć jakieś systemy. Czy to nie jest zabawa w Pana Boga? A może lepiej medytować? Albo zanurzyć się w świat zmysłów? 



Źródło: https://jdcore.wordpress.com/page/5/

W praktyce pewnie skończy się zwykłą prozą życiową i ciągłym wykonywaniem obowiązków, oraz „zasługiwaniem” na wszystko, jak nas porównywał Swami Wiwekananda: do psów, które chcą zwędzić kawałek jedzenia ze stołu i w każdej chwili mogą dostać kopniaka. Nie chcę tutaj opierać się, w każdym razie nie w całości, na hinduistycznym podejściu do życia i ideale, ale jeśli ktoś chce być aż tak pragmatyczny i lekceważyć ambicje, samorealizację i wyciąganie wniosków to pewnie tak właśnie żyje.
         



Źródło: http://www.boomsbeat.com/articles/2203/20140402/dogs-caught-stealing-food-photos.htm

Autor powyższego cytatu zapisał także inne myśli, według których celem człowieka jest znalezienie własnego miecza, a tajemnica miecza polega na tym, co się chce z nim zrobić.




         Często możemy natknąć się na teorię, iż liczy się droga a nie cel. Przyjemność drogi, udręka celu, ale gdyby nie było celu nie byłoby także drogi. Gdyby nie było marzeń.

         Dla jeszcze innych:

„Jest ciężar do dźwigania droga do przebycia,
jest ciężar do dźwigania i cel co nam umyka.
Jest ciężar do dźwigania wolno go  złożyć na.
Ten ciężar, to my sami, stąd tam, stąd tu, stąd tam”.

                                                                    (Dean R. Koontz)

         Cel, w jakim ja go używam nie oznacza obowiązku. A droga nie jest płynięciem pod prąd. Wręcz przeciwnie: jest oczyszczaniem się z wątpliwości, a powyższe teorie mają nas napełnić wątpliwościami. Dobieram zasady, które mają funkcjonować dla mnie lub wysnuwać logiczne wnioski, które powodują budujące przekonania. Opierać się na tych elementach, które mnie wspierają. W końcu, gdzie cierpienie, tam fałsz. Celem celów jest taka droga, aby nawet konieczne, fizyczne czynności były przyjemnością (czyli jakimś celem). Jeżeli w to uwierzę i pozbędę się wątpliwości, to już osiągam jakiś cel.
         Naprawdę mamy uwierzyć, że nie liczy się cel? Pewnie, że się liczy, tyle, że można podejść na wiele sposobów do tej kwestii. Nie nawołuję tu do zbudowania swoistego perpetuum mobile, ale przypominam, że opieram się na ideach. Stoją one za rzeczywistymi zdarzeniami, które „stają się”, a to wymaga wzięcia pod uwagę, że wszystko kosztuje. Ale zaczynam od obrazu prawdziwego i wyidealizowanego.




          Postęp nauki jest budowaniem wielkiego systemu. Dokładaniem kolejnych elementów, bazowaniu na poprzednich, najlepszych jak się da…całość ma funkcjonować. Odległe (tylko pozornie odległe) elementy to kamień węgielny jakiegokolwiek postępu, w jakiejkolwiek dziedzinie, od najprostszych do najbardziej skomplikowanych; i czyż to nie jest realizowaniem celu?! A może wystarczyłby spokój i przebaczenie? Nie, to nie ironia, to tylko część systemu.

Realizujemy cele, robimy to bo je mamy, i całe szczęście, oby jak najlepsze, oby dające jak najwięcej radości, i chcemy najlepszych narzędzi sposobów, teorii, systemów. W końcu, czy kiedy robimy bigos, to mamy nakupić kapusty, boczku i innych składników i wrzucić je do garnka…a potem być już prawdziwym sobą (Andrzej Batko)?

Budowanie systemu jest związane z faktem, iż w pewnych etapach nad jego konstrukcją można napotykać się na informacje, iż w przeszłości ktoś już podążał tą ścieżką i okazała się błędna; może także dojść do przebłysku, iż nie konstruujemy niczego odkrywczego, choćby z samej, błędnie rozumianej zasady: „nie ma nic nowego pod słońcem”, lub faktycznie napotkamy zasadę ustanowioną przez kogoś setki lat temu łudząco podobną do naszej; dla gatunku – poprzez ewolucję – pewne prawdy mogą być powszechnie znane (na przykład przez podświadomość).

Rzecz w tym, że po pierwsze: skutek ma się zamanifestować w moim życiu! Dla mnie pewne cele są świeże (nawet jeśli ktoś już je zna z doświadczenia). Po drugie: jeżeli buduje system (podsystem dla systemu osiągania mojego celu) bardzo ogólny – nie związany ze mną – tłumaczący pewne procesy w życiu, to robię to w indywidualny sposób, korzystając, tak jak się da, z uznanych prawd, dobrej woli, podpartych inteligencją i używając wyobraźni, która jest konieczna, aby powiązać pozornie odległe elementy. Do budowy systemu potrzebna jest siła twórcza, a tą wyrażam językiem metafizyki (czasami „między wierszami”).


Źródło: http://www.grypuzzle.pl/puzzle-zabytki-i-innych-atrakcje-turystyczne-w-ameryce-puzzle_2.html

wtorek, 26 sierpnia 2014

Sobotnia noc

Interesującą mieszankę stylów muzycznych można było usłyszeć w Gliwicach; wystarczyło zrobić krótki spacer z Parku Chopina na starówkę. Scena w parku wygląda interesująco i - jak można było się domyśleć - tutaj koncert obserwowało znacznie więcej ludzi; zapewniła to owa klimatowa scena i nazwisko Marka Dyjaka, ubranego w czarną marynarkę, z głosem idealnie dostrojonym do zapadającego zmroku. Niestety głowy zasłaniały część sceny.


Tak samo wciągający jest tekst piosenki. Niektórzy rozkoszowali się nim siedząc na trawie, większość stała i cały czas przychodzili nowi słuchacze. Żeby zobaczyć artystów trzeba było podejść bliżej.

Ciekawa kolorystyka.



Po chwili znalazłem się otoczony kilkunastoma osobami. Osobiście nie jestem fanem tego typu muzyki i zastanawiałem się: co sądzą o tym okoliczni mieszkańcy, gdyż wnętrzności podskakiwały w takt imponującego nagłośnienia, aż wokalista miał problem z przekrzyczeniem basów. 



poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Teatr - cyrk part 3


Niestety tylko drugi i trzeci film w miarę dobrej jakości. Teatr circoPitanga.








Plenerowe, awangardowe teatry cd.

Dwie fotki z przedstawienia czeskiej grupy: Tri v tricku. Jakoś nudnawo było.





Plusem była czeska aktorka, która miała stanowić Helenę Trojańską dla dwóch mężczyzn, ale fabuła taka sobie i wykonanie też.

Polska grupa: "scena c" zaczęła od dość oryginalnej prośby o wrzucanie pieniędzy do puszki, gdyż "formacja muzyczna nie dojechała i sami muszą grać na instrumentach", choć trzeba przyznać, iż nawet im to wychodziło. Większość widzów rozsiadła się na trawie, a artyści rozkładali kolejne rekwizyty:






Zaangażowano nawet osoby z publiczności i zrobił się z tego mały happening.




Dziewczyna pedałowała, a chłopiec robił dymy. To na tyle.






wtorek, 15 lipca 2014

Spektakl awangardowy

W sobotni wieczór zahaczyłem ponownie o Park Chopina.

Kiedy przyszedłem tutaj, już zachęcający tłumek wyczekiwał na coś niecodziennego. Alternatywą był mecz o 3 miejsce: Holandia - Brazylia, jak stwierdził później główny artysta:)

Było ciemno, placyk okrążony szczelnie, ale udało mi się znaleźć wolne miejsce; obok mnie pan w marynarce i dwóch fotografów - pierwszy dość znudzony, pozostali wypstrykali dwieście zdjęć, to dopiero odchamianie się:)

Na trawie siedziały dwie dziewczyny, w tym jedna naprawdę zafascynowana. Postanowiłem chłonąć przedstawienie. Teatr Formy prezentował spektakl pantomimicznie.


Początek był dyskretny. Dziewczyna w czarnym sweterku aż podskoczyła, zdecydowanie należy tu dostrzec drugie dno:)
Każdy kolejny fragment ma inne tło muzyczne i odpowiednią dla niego ekspresję aktorów.

I jeszcze mroczniej:


Więcej światła - uatrakcyjniło scenerię. Kolorowe refleksy wprowadziły energię, niestety ktoś mi wszedł w kadr... ale ten klimat! Wieża Babel nabrała rumieńców - po mrocznych i nieskoordynowanych początkach ludzie pną się wyżej.


Choć i zdarzały się przerwy, kiedy niektórzy zastanawiali się: czy mają udawać zainteresowanych?


Końcówka. Wprowadzenie dziecka na scenę, które nie wdrapuje się na Babel, a jedynie bawi się. Nie interesuje go sztuczny twór, który i tak jest niemożliwy do dokończenia.










niedziela, 6 lipca 2014

Fireshow

W sobotę postanowiłem się udać na fireshow; byłem ciekaw: jakie atrakcje przygotowano w ramach inicjatywy "Ulicznicy" - zawsze to, co undergroundowe jest ciekawsze i tacy twórcy mają coś dodatkowego do zaoferowania. Usadowiony między kameralnymi dróżkami Park Chopina zachęcał, aby go odwiedzić.


Przybliżając się do płotu można było zauważyć zgromadzenie ludzi niecierpliwie oczekujących przedstawienia.


Jedni namiętnie dyskutowali o sprawach technicznych:

Inni o czym innym:


Wreszcie nastąpiła kulminacja:





Długonogą zastąpiła interesująca scena w restauracji - pewnie pokłócili się o rachunek:




Kolejna atrakcyjna tancerka: stwierdziła, iż jest z Wisconsin - mówiła to odwrócona pupą do publiczności, jakoś nie wzbudziła aplauzu, ale trudno nie docenić klimatu imprezy; raczkujące lato wzbogacone zapachami sobotniej nocy:




Ciekawą ingrediencję stanowił zespół L'ombelico del Mondo...rytm bębnów i innych instrumentów oraz wyginające się dziewczyny:

 

Takie imprezy są super, nawet jeśli publiczność klaska na wyrost. Stojąca obok straż pożarna dodawała uroku.